THC – czy jest legalne w Polsce?

Cel: uporządkowanie tego, co w Polsce wolno, a czego nie wolno w związku z THC, tak żeby nie wpakować się w kłopoty w pracy. Problem w tym, że przepisy o narkotykach, konopiach, suszu CBD i badaniach pracowniczych tworzą miszmasz, który łatwo źle zrozumieć. W efekcie część osób beztrosko sięga po produkty z THC, nie zdając sobie sprawy, że ryzykują utrata pracy albo odpowiedzialność karną. Ten tekst porządkuje temat z perspektywy rynku pracy, a nie fanów legalizacji czy medycznej marihuany. Warto podejść do sprawy chłodno: od stanu prawnego, przez praktykę badań, aż po realne konsekwencje dla zatrudnienia.

THC – co dokładnie jest w Polsce nielegalne

Na początek podstawowa różnica: THC jako substancja psychoaktywna jest w Polsce środkiem odurzającym z tzw. grupy I-N. Oznacza to bardzo ograniczony, ściśle reglamentowany legalny obrót. Dla zwykłej osoby pracującej, niebędącej rolnikiem konopi włóknistych ani pacjentem, w praktyce oznacza to zakaz.

W ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii kluczowe są dwa obszary:

  • posiadanie środków odurzających – w tym marihuany i haszyszu zawierających THC,
  • uprawa konopi innych niż włókniste – czyli konopi „rekreacyjnych”.

W odróżnieniu od wielu państw Zachodu, w Polsce nie ma legalnego rynku rekreacyjnej marihuany. Nie ma też „progu” na własny użytek, który czyniłby posiadanie małej ilości całkowicie legalnym. Wprawdzie prokurator może umorzyć sprawę przy „znikomej ilości”, ale to uznaniowa decyzja, a nie gwarantowane prawo.

Na rynku pracy najistotniejsze jest to, że nawet okazjonalne użycie THC może mieć konsekwencje karne i zawodowe, jeśli wyjdzie na jaw – np. w badaniu trzeźwości lub przy wypadku.

THC a prawo pracy – co wolno pracodawcy

Wraz z nowelizacjami przepisów o badaniu trzeźwości pracowników, temat THC wszedł do codziennej praktyki kadr. Pracodawca ma obecnie więcej narzędzi niż jeszcze kilka lat temu, ale też obowiązuje go kilka ograniczeń.

Co jest możliwe w świetle prawa:

  • prowadzenie kontroli trzeźwości oraz kontroli na obecność środków działających podobnie do alkoholu,
  • określenie w regulaminie pracy, które grupy pracowników będą kontrolowane i na jakich zasadach,
  • niewpuszczenie do pracy osoby, co do której istnieje uzasadnione podejrzenie, że jest pod wpływem.

Kluczowy problem przy THC: testy najczęściej wykrywają metabolity, a nie stan odurzenia w danej chwili. Tymczasem prawo pracy interesuje głównie to, czy pracownik jest aktualnie „pod wpływem”, a nie czy coś zażywał tydzień wcześniej. Ta rozbieżność tworzy spore ryzyko konfliktów między pracownikiem a pracodawcą.

W praktyce firmy radzą sobie na trzy sposoby:

  1. ograniczają badania głównie do alkoholu,
  2. zlecają testy na narkotyki tylko po wypadkach i incydentach,
  3. wprowadzają rutynowe testy w branżach wysokiego ryzyka (transport, budownictwo, przemysł).

Produkty CBD, konopie włókniste i „legalne THC”

W przestrzeni publicznej funkcjonuje mocno mylące hasło „legalne THC”. Z punktu widzenia prawa bardziej uczciwe jest określenie: legalne produkty konopne zawierające śladowe ilości THC. Granicę wyznacza maksymalna zawartość THC w suchej masie rośliny – co do zasady do 0,3% (w UE stopniowo odchodzi się od dawnego limitu 0,2%).

W sklepach z suszem konopnym, olejkami czy liquidami CBD dostępne są produkty z konopi włóknistych. Legalne są pod warunkiem, że spełniają limity THC i pochodzą z dopuszczonych upraw. Problem w tym, że:

  • kontrola jakości rynku detalicznego jest różna,
  • deklasacja produktu jako „przemysłowy” vs „rekreacyjny” nie zawsze jest jasna,
  • pracownik sięgający po susz CBD ryzykuje pozytywny wynik testu na THC.

Dla rynku pracy ma to bardzo proste przełożenie: nawet jeśli produkt jest w pełni legalny, test immunochemiczny zazwyczaj nie rozróżnia legalnego źródła THC od nielegalnego. W badaniach przesiewowych wynik jest po prostu „pozytywny” albo „negatywny”. Dopiero bardziej zaawansowane analizy (np. GC-MS) pozwalają na precyzyjne pomiary, ale takie badania wykonuje się rzadko – najczęściej w kontekście postępowania sądowego, a nie firmowego.

Medyczna marihuana – legalna, ale z haczykami

W Polsce legalna jest także marihuana medyczna, dostępna na receptę jako surowiec farmaceutyczny. Pacjent z legalną receptą może więc mieć przy sobie preparat zawierający THC. To jednak nie oznacza zielonego światła w pracy.

Pacjent z receptą a odpowiedzialność pracownicza

W prawie pracy kluczowa jest zdolność do bezpiecznego wykonywania obowiązków. Niezależnie od tego, czy środek psychoaktywny jest legalny (np. leki opioidowe, benzodiazepiny, marihuana medyczna), pracownik nie może wykonywać pracy w stanie, który zagraża bezpieczeństwu jego lub innych.

Przekłada się to na kilka praktycznych kwestii:

  • pracodawca może reagować na objawy odurzenia lub upośledzenia sprawności, nawet gdy pracownik ma receptę,
  • pracownik stosujący leki wpływające na reakcję i koncentrację ma obowiązek zgłosić to lekarzowi medycyny pracy,
  • lekarz medycyny pracy może ograniczyć lub cofnąć zdolność do pracy na danym stanowisku.

W części branż, szczególnie w transporcie i przemyśle, używanie THC – także w ramach terapii medycznej – de facto kończy możliwość wykonywania niektórych zadań. Trudno sobie wyobrazić np. kierowcę zawodowego, który zgodnie z prawem stosuje medyczną marihuanę, a jednocześnie codziennie siada za kółkiem ciężarówki.

Legalność marihuany medycznej nie znosi ani przepisów BHP, ani wymogów trzeźwości – może natomiast prowadzić do konieczności przebranżowienia albo zmiany stanowiska.

THC w rekrutacji i w miejscu pracy

Temat THC coraz częściej pojawia się już na etapie rekrutacji. Zwłaszcza międzynarodowe firmy stosują wzorce z rynków, gdzie testy narkotykowe są standardem. W Polsce wciąż jest to dość ograniczone, ale rośnie w takich branżach, jak:

  • logistyka i transport,
  • produkcja i przemysł ciężki,
  • branża chemiczna, energetyka,
  • ochrona, służby mundurowe, część stanowisk w administracji publicznej.

Warto mieć świadomość, że:

  1. Przy rekrutacji na stanowiska wysokiego ryzyka testy na narkotyki bywają warunkiem zatrudnienia.
  2. Pozytywny wynik testu rzadko kiedy prowadzi do „dyskusji” – najczęściej oznacza po prostu odrzucenie kandydata.
  3. W miejscu pracy wynik dodatni może skutkować upomnieniem, naganą, a w skrajnych przypadkach – dyscyplinarnym zwolnieniem.

Jeśli w miejscu pracy jednocześnie działają przepisy wewnętrzne firmy, wymogi kontrahentów (np. na budowach dużych inwestycji) oraz prawo powszechne, poziom tolerancji dla obecności THC we krwi jest bliski zeru. Nawet jeśli w życiu prywatnym społeczne podejście do marihuany łagodnieje, w pracy dominują twarde wymogi bezpieczeństwa i reputacji.

Rynek pracy a przyszłość regulacji THC

Na poziomie europejskim widać trend w kierunku liberalizacji – Czechy, Niemcy, częściowo Malta, Luksemburg, Holandia testują różne modele legalizacji lub depenalizacji. Polska pod tym względem pozostaje raczej konserwatywna, choć dyskusja jest coraz głośniejsza.

Co może się zmienić dla pracodawców i pracowników

Nawet jeśli w przyszłości dojdzie do pewnej formy depenalizacji posiadania małych ilości marihuany, nie oznacza to automatycznego rozluźnienia zasad w miejscu pracy. Doświadczenia innych krajów sugerują raczej odwrotny kierunek: firmy zaczynają bardziej świadomie regulować używanie substancji psychoaktywnych przez pracowników.

Można się spodziewać, że w przypadku zmian prawa:

  • wzrośnie liczba wewnętrznych polityk antynarkotykowych w firmach,
  • testy na obecność THC staną się bardziej powszechne w branżach krytycznych,
  • wzrosną oczekiwania wobec działów HR i BHP w zakresie edukacji i jasnych regulaminów.

Warto też pamiętać, że globalne korporacje często stosują standardy compliance bardziej restrykcyjne niż lokalne prawo. Dla pracownika oznacza to prosty wniosek: nawet jeśli państwo za kilka lat złagodzi przepisy, pracodawca wcale nie musi pójść tą samą drogą.

Co z tego wynika dla osoby aktywnej zawodowo

Z perspektywy rynku pracy status THC w Polsce można podsumować w kilku prostych punktach. Po pierwsze, z prawnego punktu widzenia rekreacyjne używanie THC jest ryzykowne, bo łączy się z potencjalnym postępowaniem karnym. Po drugie, z perspektywy zatrudnienia ryzyko dotyczy zarówno osób sięgających po marihuanę nielegalnie, jak i tych, które sięgają po „mocniejsze” produkty CBD.

Po trzecie, medyczna marihuana otwiera ważną ścieżkę terapeutyczną dla części pacjentów, ale nie znosi wymogu trzeźwości i zdolności do pracy. Często stawia przed pacjentem konieczność przewartościowania kariery zawodowej, szczególnie w profesjach wymagających pełnej sprawności psychomotorycznej.

Na koniec najważniejsze z praktycznego punktu widzenia: rynek pracy ma własną logikę, często bardziej restrykcyjną niż prawo karne. To, co w życiu prywatnym wydaje się „małym ryzykiem”, w kontekście zatrudnienia może oznaczać utratę szans na awans, zmianę branży, a w skrajnym przypadku – stanowiska. Zanim więc pojawi się pokusa testowania „legalnych” produktów z THC, warto spojrzeć na temat nie tylko przez pryzmat wolnego czasu, ale przede wszystkim przez pryzmat długofalowej pozycji na rynku pracy.